Wróć do bloga
Pierwszy wpis

Czym tak naprawdę jest rozwój i czy człowiek ma do niego prawo?

O rozwoju, który nie jest naprawianiem siebie, lecz powrotem do własnego głosu, potrzeb i radości.

Margo Gleba na plaży o zachodzie słońca

Możesz być zdziwiony tym pytaniem.

Jak to — czy człowiek ma prawo do rozwoju? Przecież oczywiście, że ma.

A jednak czasami łatwiej jest dać sobie prawo do zmiany w teorii niż naprawdę zacząć żyć inaczej.

Piszę to z własnej perspektywy. Kobiety, która przez dużą część życia czerpała ogromną radość z dbania o innych.

Lubiłam czuć się potrzebna. Lubiłam, kiedy moja rodzina była najedzona, kiedy w domu było czysto, wszystko było zorganizowane, a ja potrafiłam zadbać o potrzeby wszystkich wokół mnie.

Przeniosłam tę potrzebę również do pracy. Pracując z kilkoma klientami dziennie, czułam się potrzebna i spełniona.

I naprawdę byłam w tym szczęśliwa.

Dzisiaj nie patrzę na tamtą siebie z żalem.

Patrzę na nią z czułością.

Bo ona robiła najlepiej, jak potrafiła. Kochała poprzez dawanie, troskę, obecność, czas i działanie.

Tylko nie wiedziała jeszcze jednej rzeczy:

że w tej miłości może być miejsce również dla niej samej.

A potem zaczęłam odkrywać siebie

Życie przyniosło mi wiele doświadczeń.

Macierzyństwo, które od samego początku miało w sobie ogromną miłość i wiele wyzwań. Wychowywałam niewidomą córkę, która przyszła na świat jako wcześniak. Jej bliźniaczej siostrze nie udało się przeżyć. Pięć lat później przyszła na świat moja kolejna córka — dar, który wniósł do mojego życia jeszcze więcej miłości, radości i światła.

Była w tym ogromna miłość do moich córek, ale także trudne momenty, straty, problemy w relacji, przeprowadzki, zmiany krajów, a nawet kontynentów zamieszkania. Były też doświadczenia, które przez lata odkładałam gdzieś głęboko w sobie.

W pewnym momencie poczułam, że dotychczasowy sposób życia już mi nie wystarcza.

Nie dlatego, że był zły.

Po prostu to, co przez lata zakopywałam, zaczęło wypływać na powierzchnię.

I właśnie wtedy rozpoczęło się intensywne przebudzanie mojej świadomości.

W bezradności czułam, że doszłam do miejsca w życiu, w którym nie jestem już w stanie niczego naprawić.

Zaczęłam zadawać sobie pytania, których wcześniej właściwie sobie nie zadawałam:

Kim jestem poza rolami, które pełnię?

Czego ja chcę?

Co sprawia mi radość?

Jak chcę przeżyć kolejne lata swojego życia?

I przede wszystkim:

Czy potrafię dawać innym, nie zapominając przy tym o sobie?

To był początek czegoś pięknego.

Rozwój nie musi oznaczać naprawiania siebie

Przez długi czas rozwój osobisty kojarzył mi się z pracą nad sobą.

Muszę coś przepracować.

Muszę coś zmienić.

Muszę coś zrozumieć.

Muszę stać się lepsza.

Dzisiaj patrzę na rozwój zupełnie inaczej.

Nie jestem projektem do nieustannego naprawiania.

Zrozumiałam, że rozwój jest odkrywaniem tego, co już w nas jest. Pięknego, unikatowego światła, z którym przyszliśmy na ten świat. Jest przypominaniem sobie siebie.

Swojej ciekawości.

Swojej odwagi.

Swojej radości.

Swojego głosu.

Swoich pragnień.

W pewnym momencie doszło do mnie, że tak bardzo troszczę się o innych i im pomagam, ponieważ jest to również coś, czego sama pragnę i potrzebuję.

I nie ma w tym nic egoistycznego.

Jest w tym życie.

Granice nie oddalają nas od ludzi

Jednym z początkowych odkryć mojego rozwoju było zrozumienie granic.

Przez wiele lat praktycznie ich nie znałam.

Kiedy bardzo potrzebujemy akceptacji i miłości, powiedzenie „nie” wydaje się czymś niewłaściwym. Czasami nawet panicznie boimy się, że kogoś rozczarujemy albo że przestaniemy być potrzebni.

A potem odkryłam coś niezwykle uwalniającego.

Mogę powiedzieć „nie” i nadal kochać.

Mogę powiedzieć „tak” wtedy, kiedy naprawdę czuję „tak”.

Mogę pomagać, nie biorąc odpowiedzialności za życie innych.

Mogę być blisko drugiego człowieka, nie oddalając się od siebie.

I chyba właśnie ta ostatnia rzecz stała się dla mnie szczególnie ważna:

mogę kochać Ciebie, nie opuszczając przy tym siebie.

Rozwój ma też swoją cenę

Kiedy zaczynamy się zmieniać, zmieniają się również nasze relacje ze światem.

Nie każdemu musi podobać się nasza nowa wersja.

Ktoś, kto znał nas jako osobę zawsze dostępną, może być zdziwiony, kiedy zaczniemy wybierać również siebie.

Ktoś, kto zawsze słyszał nasze „tak”, może potrzebować czasu, żeby przyzwyczaić się do naszego „nie”. Może też nigdy nie zaakceptować naszej odmowy.

I to jest w porządku.

Bo rozwój nie polega na tym, żeby wszyscy zaakceptowali naszą zmianę.

Polega na tym, żebyśmy my nie musieli już rezygnować z siebie po to, żeby pozostać akceptowani.

Dzisiaj rozwój oznacza dla mnie wolność

Wolność do zmiany zdania.

Wolność do powiedzenia „nie wiem”.

Wolność do rozpoczęcia czegoś od początku.

Wolność do zakończenia tego, co już mi nie służy.

Wolność do odkrywania nowych części siebie.

Wolność do bycia kobietą inną niż ta, którą byłam dziesięć czy rok temu.

I przede wszystkim — wolność do życia w zgodzie ze sobą.

Nie chcę już stawać się „lepszą wersją siebie”.

Chcę być coraz bardziej sobą.

I chyba właśnie to jest dla mnie dzisiaj rozwój.

Nie nieustanne poprawianie siebie.

Nie walka.

Nie udowadnianie czegokolwiek.

Ale powrót.

Do własnego głosu.

Do własnych potrzeb.

Do ciekawości życia.

Do radości.

Do siebie.

Myślę, że najlepszą zmianą nie jest stanie się kimś nowym.

Najlepszą zmianą jest wreszcie pozwolić sobie być sobą.

I tak.

Mamy do tego prawo.

Margo

Jeśli ten tekst poruszył w Tobie ważny temat, zapraszam Cię do rozmowy.

Umów 15 minut